Hanae...
1.Co działo się rok temu... ?cz.10
Shiroki
Ps.Przepraszam za opóźniony post.
Tak jak się obawiałam. Akatoo-kun chciała żebyśmy dołączyło do jej klubu... Nie zastanawiając się nad tym co robię spojrzałam na rękę próbując dostrzec zegarek... Powiedziałam że muszę iść na lekcje i uciekłam.Gdy już byłam na drugim korytarzu zdałam sobie sprawę z mojego dziwnego zachowania...
Zrobiłam to spontanicznie, powinnam się zastanowić zanim coś zrobię...- pomyślałam, po czym westchnęłam i wyszłam ze szkoły. Po drodze wstąpiłam po małego waniliowego szejka i usiadłam pod pięknie kwitnącym drzewem wiśni(było to moje ulubione miejsce). Zastanawiałam się w tamtej chwili czego ja się właściwie bałam... czemu tak bardzo nie chciałam o tym słuchać... Wtedy przypomniało mi się.
...Była 5 klasa szkoły podstawowej, gdy wracałam pieszo do domu widziałam jak jakieś studentki grają w koszykówkę. Interesujący sport... jednak brutalny w pewnym tego słowa znaczeniu. Przypatrywałam im się jakiś czas aż postanowiłam się czegoś więcej dowiedzieć o tym sporcie. Wróciłam podekscytowana do domu włączyłam komputer i zaczęłam czytać informacje podane na ten temat. Później przypomniałam sobie że mam piłkę do koszykówki (znalazłam ją w lesie). Zaczęłam ćwiczyć, średnio mi szło... choćbym nie wiem jak chciała nigdy nie trafiałam do kosza (zazwyczaj piłka obracała się wokół niego i spadała na zewnętrzną stronę). Jednak jakiś czas później dołączyłam do małej szkolnej drużyny, bardzo się z tego powodu cieszyłam. Byłam szczęśliwa że w drużynie była moja najlepsza koleżanka. Jednak gdy wygrałyśmy pierwszy mecz zaczęła się zmieniać, stała się bardzo władcza i nasza przyjaźń straciła dla niej znaczenie. Gdy grałyśmy drugi mecz zdarzył się wypadek, ktoś z przeciwnej drużyny podhaczył ją. Był to koniec meczu, był to na tyle mocny wypadek że zemdlała. Po tygodniu wróciła do szkoły, odeszła z klubu i zakończyła znajomość z wszystkimi jego członkami włącznie ze mną...
Czyli tak to było... westchnęłam sama do siebie... przypominając sobie tę bolesną prawdę.
Nie chcę żeby tak się znowu stało... nie chcę stracić najlepszych koleżanek przez moje fanaberie...-pomyślałam. Przypomniałam sobie właśnie że i tak podczas meczu nie trafiłam ani razu do kosza... nawet nie próbowałam... zajmowałam się podaniami... tylko podaniami...
Byłam tam całkowicie niepotrzebna... po co ja w ogóle byłam w tej drużynie skoro tylko zawadzałam?
Dla przyjemności -szepnęłam - tak, to przez satysfakcje i tą ogromną przyjemność wypełniającą mnie po treningach i meczach. To było z mojej strony samolubne ale tak bardzo to lubiłam... jakie to było uczucie? eh już nawet nie pamiętam... Zgorszona sytuacją i własnymi myślami pospieszyłam na przystanek metra.
Następnego dnia wstałam dość późno (o 8:40), poszłam przejść się do parku zobaczyć jak wygląda doroczny festiwal. Gdy byłam na miejscu ktoś we mnie wszedł. Popatrzyłam w górę i ujrzałam Akatoo. Przywitałam się jak na mnie przystało i z zaciekawieniem patrzyłam na jej dziwny a zarazem zszokowany wyraz twarzy. Zaczęła się mnie pytać co tu robię. Obawiając się tego że wróci do pomysłu założenia klubu. Wzięłam już zauważoną wcześniej przeze mnie ulotką i jej pokazałam. Z początku myślała że idę na zawody siłowania na rękę, ja jednak nie miałam zamiaru mieć złamanej w pół ręki i powiedziałam że idę na zawody chowanego. W rzeczywistości nie miałam takiego zamiaru ale nie lubię kłamać a ta opcja wydaje mi się ciekawsza niż nagłe pęknięcie kości w mojej ręce. Przeprosiłam więc za przeszkadzanie i poszłam na zawody...
Usiadłam sobie pod drzewem, wyjęłam książkę i zaczęłam korzystać z pogody... nie miałam zamiaru się chować czy coś... chciałam po prostu odpocząć...
Skończyłam.. Skończyłam czytać książkę... gdy już skończyłam wspominać najciekawsze momenty powieści moje myśli zaciekawiły się czymś innym, gdzie jestem i która godzina. Przypomniałam sobie że biorę udział w zabawie w chowanego.
Chwila chwila która to godzina -pomyślałam zaniepokojona... spojrzałam na telefon .... już 15.30?- byłam lekko zszokowana, fakt książka jest dość gruba ale tyle czasu zajęło mi jej przeczytanie? musiało mi się naprawdę dobrze czytać. Po chwili zrozumiałam że jestem głodna więc wyszłam zza drzewa i udałam się ku wyjściu. Gdy wyszłam za metę wszyscy się na mnie patrzyli (takim wzrokiem jak zwykle na mnie patrzy Akatoo-kun gdy się z nią witam). Okazało się że byłam szukana wielokrotnie przez kilka osób ale ani razu nikt mnie nie znalazł, przez co zwyciężyłam...
Wygrałam... zdarza się... -pomyślałam. Za 30 minut mieli dawać nagrody. Nie zależało mi na wygranej ale okazało się że nagrodą była moja wymarzona książka której nie mogłam znaleźć w bibliotece więc przejęta powagą tej sprawy obiecałam wrócić i odebrać nagrodę. Miałam jednak zamiar w międzyczasie pójść kupić sobie maliny na straganie. Przechodziłam właśnie obok boiska do koszykówki gdzie natknęłam się na Yokinashi-kun i Akatoo-kun.Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się z nimi w niedawno zaczęty mecz...
Naprawdę dobrze grali... - pomyślałam
Gdy mecz się skończył przypomniałam Akatoo-kun że ma zawody z jazdy konnej.
Chciałam popatrzyć jak gra, ale musiałam już iść z powrotem po odbiór nagrody(całkowicie zapomniałam o malinach z których chciałam sobie zrobić szejka). Gdy dotarłam na miejsce ogłaszano wyniki, po odebraniu nagrody poszłam zabrać dyplom ze stołu gdy nagle moja ręka naszła na inną rękę która najwyraźniej też chciała wsiąść dyplom. Skierowałam swoje spojrzenie ku właścicielowi ów ręki, gdy nagle zobaczyłam....