wtorek, 11 lutego 2014

1.Co działo się rok temu...? Cz.12

1.Co działo się rok temu...?


NAORA

Akatoo

Właśnie miałam podnieść wzrok z kamizelki na tył głowy, a następnie podejść i zobaczyć twarz wygranego lub wygranej... Gdy nagle tłum mi go lub ją zasłonił. Trudno rozdanie nagród z konkursu skoków jest pierwsze. <Tegorocznym zwycięzcom konkursu skoków jest zawodniczka z numerem 5 Akatoo Shizu.> Stanęłam na podium przyjełam puchar oraz kwiaty i się ukłoniłam. <Drugie miejsce zajął...> Właśnie ponownie stałam w tłumie i zamiast widzieć wszystkich jak wtedy gdy stałam na podium nie widziałam absolutnie nic dzięki mojemu niskiemu wzrostu. No cuż przynajmiej dziewszyny i Sochi dobrze widzą. <Zwycięzcą wyścigów konnych jest zawodnik z numerem 5 ....Akashi Seijuro> C...Co ? Sei...Seiju... On tu jest ..
Nie! Nie chce go widzieć! Zaczęłam nerwowo przepychać się przez tłum , a gdy udało mi się wydostać bez zastanowienia pobiegłam w strone stawu. Park był spory był w nim staw , a z brzegu tego stawu była wysepka. Bardzo malutka nie była ani za blisko brzegu ani za daleko. Była to taka moja kryjówka dostawałam się do niej wchodząc na pochylone nad wodą drzewo. Oczywiście nie było łatwo dostać się do tej kryjówki , drzewo to było wierzbą płaczącą co prawda była dość młoda ale nie należała do najniższych. Trzeba było na nią wejść następbie wspiąć się na gałąź pochyloną nad wodą i przejść po niej. Kiedy doszło się do końca trzeba było przeszkoczyć dzielący cię od brzegu dystans. Oprócz mnie nikt tu nie wchodził. Dlatego była to kryjówka. Chodziłam tu od małego . Odkryłam to miejsce w pierwszej klasie podstawowej. Chodziłam tu zawsze kiedy potrzebowałam samotności. Lubiłam samotność nie pszeskadzała mi przeciwnie... W polsce nie znalazłam takiego miejsca gdy chciałam by rodzice mnie zostawili zamykałam się w pokoju. W szkole siadałam pod parapet i rysowałam było mi dobrze. Kiedy wyprowodziłam się z Japoni nie zdążyłam pożegnać się z Seijuro. Napisałam więc list ... Niestety nie dostsłam odpowiedzi...

Sochi

Siedziałem na widowni z przyjaciółkami Shizu. Wsumie nie z jej znajomymi przecież ona nie uznaje przyjaźni. Nie ma i nie chce mieć przyjaciół. Tak jak myślałem wygrała. Do tego jeszcze pierwsze miejsce! Następnie ogłoszono wyniki zawodów w ujerzdżaniu , a potem...
<Zaś w wyścigach pierwsze miejsce zajàł zawodnik z numerem 5... Akashi Seijuro!> Gdy usłyszałem to nazwisko to aż mnie wmurowało.No niby nic dziwnego , ze wygrał wkońcu tak jak Shizu i ja Seijuro jeździ konno od małego ale... Nie przewidziałem i niepomyślałem co zrobie jak go tu lub gdziekolwiek indziej spotkam.
-Wszystko dobrze?- Spytała mnie niższa dziewczyna.
-Ech... Tak.Czemy miało by nie być dobrze?
-Bo...
-Gdzie idzie Akatoo?-Spytała wyższa.
-Pójde jej poszukać.-Powiedziałem
-Pomożecie mi?...

sobota, 8 lutego 2014

Co się działo rok temu...?cz 11


SAWA


Sorry że tak późno.... ale to nie moja wina.
Yokinashi

Akatoo-kun zapytała nas czy chcemy założyć z nią klub do koszykówki.
-To co? Jak będzie?
Shiroki-kun popatrzyła na rękę, chyba szukając zegarka.
-Ja muszę już iść zajęcia już się zaczęły. -powiedziała i wybiegła z sali. Jak na taką drobną osóbkę bardzo szybko biega.( Ale zaraz jakie zajęcia? przecież lekcje były odwołane).
-Ja się zgadzam, mogę wstąpić. -powiedziałam z uśmiechem. Ale zastanowiłam się bo przecież już należę do szkolnej grupy gimnastycznej.
-Ja też mogę, -dodała Murasakironohana.
-Świetnie-ucieszyła się Akatoo-kun.-ale brakuje nam jeszcze czterech osób.
-Znam dwie dziewczyny które z chęcią się przyłączą.
-Tak, jakie?
- Ayumi Nakami i Kon Ino. Ayumi mogę zapytać ale, Kon nie znam osobiście.
-Nie martw się, już ja się tym zajmę.
Nie odpowiedziałam nic, tylko uśmiechnęłam się radośnie. ,, Aha akurat" pomyślałam nie przestając się uśmiechać.
Potem j też musiała iść bo wieczorem miałam jeszcze trening gimnastyki.


Następnego dnia nie śpieszyło mi się ze wstaniem, ale ktoś mnie obudził.
Dotarłam akurat jak miały się zaczynać zawody. Zauważyłam że Akatoo-kun siedzi pod drzewem, 
pomyślałam ze podejdę do niej i powiem ze Barbie...ale ona chyba nie wie kim jest 
Barbie...zastanowiło mnie to.

-Yoki!!! wstawaj!!! -usłyszałam pod moimi drzwiami.
-Cicho siedź Barbie.
-Nie, mieliśmy iść na festiwal.
-To dziś?-zerwałam się z łóżka ze zdziwieniem.
-NO, a co myślałaś? Za półtorej godziny zaczynają się zawody w paintballu miałaś wziąć w niech udział i...
-I o co tyle nerwów?-zapytałam już ubrana otwierając mu drzwi.
-No, masz szczęście ze szybko się ubierasz. 
W odpowiedzi oczywiście się uśmiechnęłam. W połowie drogi na festiwal wpadłam na pewien pomysł.
-Hej, Barbie lubisz mnie nadzorować jak gram w kosza nie?
-No tak, a co?
-Bo...moja koleżanka postanowiła założyć klub kosza, a my nie znamy nikogo kto by chciał nas trenować wiec....
-O nie!-zaprzeczył stanowczo.
-No weź Barbie.
-Nie.-Ale nawet nie wiesz  co chwiałam spytać. 
-Czy chcę zostać waszym trenerem.
-E...nie.-popatrzyłam na niego jak na idiotę.- czy nie chcesz być asystentem trenera.
-Co?!-zatrzymał się w miejscu,usłyszałam po części gniew a po części ....nie tylko gniew.- jak możesz mnie stawiać jako słabego. Uważasz że nie dał bym rady co, a może ja chciał bym być waszym trenerem co? nic nie wiesz....
(Ominę trochę bo długo gadał)- I wiesz co? nie szukaj trenera bo ja nim zostanę, bo lepszego nie znajdziecie.
-Czyli jesteś naszym trenerem?
-Tak-powiedział stanowczo- ej...czekaj chwilę...
-Dzięki Barbie, dałeś wpuścić się w maliny-powiedziałam podskakując z radości i  iść w stronę festiwalu.
-Ej ty...-zaczął biec za mną.
-Wiesz przez to gadanie o malinach, nabrałam na nie ochoty.
-Oj, Yoki z tobą to trzeba uważać....

-Yoki-powiedział ciągnąc mnie za rękę-no chodź zapisałem cię na zawody.
-Ale czekaj...-nie zdążyłam nic powiedzieć stałam już koło wszystkich zawodników.  Później jej to powiem bo przecież jutro się świat nie kończy....tak? Dostałam kamizelkę, kask, gogle ochronne, rękawice i karabin z żółtą farbą, dobrze bo to mój ulubiony kolor. Na kamizelkę przyklejono mi kartkę z napisem 11. Zaprowadzono nas do strefy wyznaczonej na tą grę. I akurat moja czerwonowłosa koleżanka siedziała na kocu pod drzewem na wyznaczonej strefie. Naj widoczniej nikt jej nie zauważył, tylko ja ..teraz wszystko zależało ode mnie....jej życie...i śmierć... Pomóc...czy nie.... wala pomiędzy dobrem a....aaaaaa niech sobie siedzi. Na dźwięk gwizdka gra się rozpoczęła parę razy kogoś trafiłam i nawet dobrze mi szło. Przez te kaski i gogle nie mogłam nikogo rozpoznać. Zauwarzyłam nagle dwie osoby nie mogące w siebie trafić. Schowałam się za drzewem, gdy się wychyliłam zobaczyła ze obydwie osoby leżą na ziemi z czerwoną farbą. Ze zdziwieniem wychyliłam się lekko ...nikogo nie widziałam ale...
-Boo-usłyszałam za sobą i zrobiłam unik. Kulka trafiła w drzewo... tak to byłą czerwona farba. Przy okazji jak robiłam unik spadła mi kumka z włosów i jak usiekałam to mi trochę przeszkadzało. Zaczęłam biec strzelając na oślep za siebie, znowu trafiłam parę osób ( należących do gry oczywiście). Nagle nie zauważyłam Akatoo-kun siedzącej pod drzewem i ...upadłam na nią. I przez ,, przypadek", ,, od ruchowo" zasłoniłam się nią robiac z niej żywą tarczę. Tak jak mówiłam życie albo śmierć, a poza tym to czerwona farba, wiec wygląda trochę jak krew.
Pobiegłam dalej gdy, potknęłam się o kamień. Usiadłam pod drzewem, a osoba z czerwoną farbą stała tuż przede mną. Nie miałam już farby, czekałam na rychły koniec gdy nagle...on ...dostał kulką w ramię...różową...nie to nie możliwe...Osobnik z czerwoną farbą położył się na ziemi. Zdjęłam kask i gogle.
-Barbie?
-Tak-powiedział zdejmują kask- i co teraz?
-Musisz mnie trafić, ja nie mam już amunicji. Nie zważaj na to że jesteśmy przyjaciółmi.
Barbie zastanowił się chwilę...
-Ok-powiedział obojętnie i trafił mnie w brzuch.
Usłyszeliśmy dźwięk dzwonka że to już koniec gry.
-Wygrałeś-powiedziałam z usmeichem.
-Tak ale ty masz drugi miejsce-powiedział podając mi dłoń by pomóc mi wstać. 
Oddaliśmy sprzęt i poszliśmy zobaczyć czy już są wyniki. Okazało sie że będą za pół godziny. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, ale Barbie musiał już iść bo coś tam musiał zrobić...ja za bardzo nie słuchałam,a le mówił że wróci b odebrać nagrody. Spotkałam Akatoo-kun i przeprosiłam ją za to z farbą. Poszłyśmy zobaczyć mecz koszykówki. Grali teraz chłopacy. Zaciekawiła nas grupa kolorowowłosych chłopaków. Grali niesamowicie, byli jakby jednością na boisku. Po chwili dołączyła do nas Shiroki-kun, i jeszcze Murasakironohana-kun. Trzeba by jej wymyślić jakieś przezwisko.
Pomyślałam że my kiedyś będziemy podobnie grały. Były jeszcze zawody w skokach, postanowiłam wsiąść w nich udział, wygrałam. Fajnie. Po jeszcze były zawody konne w których wzięła udział Akatoo-kun. Dziewczyny ogólnie brały w czymś udział i wygrywały, a ja zajęłam drugie miejsce. Ale dobrze ze przynajmniej w skokach zajęłam pierwsze. Dobrze ze Murasakironohana nie brała udziału bo bym przegrała... Gdy już szłam po nagrody za zajęcie drugiego i pierwszego miejsca napotkałam niedawno spotkaną mi osobę...

piątek, 7 lutego 2014

1.Co się działo rok temu... ?cz.10




Hanae...

1.Co działo się rok temu... ?cz.10
Shiroki
Ps.Przepraszam za opóźniony post.

Tak jak się obawiałam. Akatoo-kun chciała żebyśmy dołączyło do jej klubu... Nie zastanawiając się nad tym co robię spojrzałam na rękę próbując dostrzec zegarek... Powiedziałam że muszę iść na lekcje i uciekłam.Gdy już byłam na drugim korytarzu zdałam sobie sprawę z mojego dziwnego zachowania...
Zrobiłam to spontanicznie, powinnam się zastanowić zanim coś zrobię...- pomyślałam, po czym westchnęłam i wyszłam ze szkoły. Po drodze wstąpiłam po małego waniliowego szejka i usiadłam pod pięknie kwitnącym drzewem wiśni(było to moje ulubione miejsce). Zastanawiałam się w tamtej chwili czego ja się właściwie bałam... czemu tak bardzo nie chciałam o tym słuchać... Wtedy przypomniało mi się.
...Była 5 klasa szkoły podstawowej, gdy wracałam pieszo do domu widziałam jak jakieś studentki grają w koszykówkę. Interesujący sport... jednak brutalny w pewnym tego słowa znaczeniu. Przypatrywałam im się jakiś czas aż postanowiłam się czegoś więcej dowiedzieć o tym sporcie. Wróciłam podekscytowana do domu włączyłam komputer i zaczęłam czytać informacje podane na ten temat. Później przypomniałam sobie że mam piłkę do koszykówki (znalazłam ją w lesie). Zaczęłam ćwiczyć, średnio mi szło... choćbym nie wiem jak chciała nigdy nie trafiałam do kosza (zazwyczaj piłka obracała się wokół niego i spadała na zewnętrzną stronę). Jednak jakiś czas później dołączyłam do małej szkolnej drużyny, bardzo się z tego powodu cieszyłam. Byłam szczęśliwa że w drużynie była moja najlepsza koleżanka. Jednak gdy wygrałyśmy pierwszy mecz zaczęła się zmieniać, stała się bardzo władcza i nasza przyjaźń straciła dla niej znaczenie. Gdy grałyśmy drugi mecz zdarzył się wypadek, ktoś z przeciwnej drużyny podhaczył ją. Był to koniec meczu, był to na tyle mocny wypadek że zemdlała. Po tygodniu wróciła do szkoły, odeszła z klubu i zakończyła znajomość z wszystkimi jego członkami włącznie ze mną...        
Czyli tak to było... westchnęłam sama do siebie... przypominając sobie tę bolesną prawdę.
Nie chcę żeby tak się znowu stało... nie chcę stracić najlepszych koleżanek przez moje fanaberie...-pomyślałam. Przypomniałam sobie właśnie że i tak podczas meczu nie trafiłam ani razu do kosza... nawet nie próbowałam... zajmowałam się podaniami... tylko podaniami...
Byłam tam całkowicie niepotrzebna... po co ja w ogóle byłam w tej drużynie skoro tylko zawadzałam?
Dla przyjemności -szepnęłam - tak, to przez satysfakcje i tą ogromną przyjemność wypełniającą mnie po  treningach i meczach. To było z mojej strony samolubne ale tak bardzo to lubiłam... jakie to było uczucie? eh już nawet nie pamiętam... Zgorszona sytuacją i własnymi myślami pospieszyłam na przystanek metra.

Następnego dnia wstałam dość późno (o 8:40), poszłam przejść się do parku zobaczyć jak wygląda doroczny festiwal. Gdy byłam na miejscu ktoś we mnie wszedł. Popatrzyłam w górę i ujrzałam Akatoo. Przywitałam się jak na mnie przystało i z zaciekawieniem patrzyłam na jej dziwny a zarazem zszokowany wyraz twarzy. Zaczęła się mnie pytać co tu robię. Obawiając się tego że wróci do pomysłu założenia klubu. Wzięłam już zauważoną wcześniej przeze mnie ulotką i jej pokazałam. Z początku myślała że idę na zawody siłowania na rękę, ja jednak nie miałam zamiaru mieć złamanej w pół ręki i powiedziałam że idę na zawody chowanego. W rzeczywistości nie miałam takiego zamiaru ale nie lubię kłamać a ta opcja wydaje mi się ciekawsza niż nagłe pęknięcie kości w mojej ręce. Przeprosiłam więc za przeszkadzanie i poszłam na zawody...
Usiadłam sobie pod drzewem, wyjęłam książkę i zaczęłam korzystać z pogody... nie miałam zamiaru się chować czy coś... chciałam po prostu odpocząć...
Skończyłam.. Skończyłam czytać książkę... gdy już skończyłam wspominać najciekawsze momenty powieści moje myśli zaciekawiły się czymś innym, gdzie jestem i która godzina. Przypomniałam sobie że biorę udział w zabawie w chowanego.
Chwila chwila która to godzina -pomyślałam zaniepokojona... spojrzałam na telefon .... już 15.30?- byłam lekko zszokowana, fakt książka jest dość gruba ale tyle czasu zajęło mi jej przeczytanie? musiało mi się naprawdę dobrze czytać. Po chwili zrozumiałam że jestem głodna więc wyszłam zza drzewa i udałam się ku wyjściu. Gdy wyszłam za metę wszyscy się na mnie patrzyli (takim wzrokiem jak zwykle na mnie patrzy Akatoo-kun gdy się z nią witam). Okazało się że byłam szukana wielokrotnie przez kilka osób ale ani razu nikt mnie nie znalazł, przez co zwyciężyłam...
Wygrałam... zdarza się... -pomyślałam. Za 30 minut mieli dawać nagrody. Nie zależało mi na wygranej ale okazało się że nagrodą była moja wymarzona książka której nie mogłam znaleźć w bibliotece więc przejęta powagą tej sprawy obiecałam wrócić i odebrać nagrodę. Miałam jednak  zamiar w międzyczasie pójść kupić sobie maliny na straganie. Przechodziłam właśnie obok boiska do koszykówki gdzie natknęłam się na Yokinashi-kun i Akatoo-kun.Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się z nimi w niedawno zaczęty mecz...
Naprawdę dobrze grali... - pomyślałam
Gdy mecz się skończył przypomniałam Akatoo-kun że ma zawody z jazdy konnej.
Chciałam popatrzyć jak gra, ale musiałam już iść z powrotem po odbiór nagrody(całkowicie zapomniałam o malinach z których chciałam sobie zrobić szejka). Gdy dotarłam na miejsce ogłaszano wyniki, po odebraniu nagrody poszłam zabrać dyplom ze stołu gdy nagle moja ręka naszła na inną rękę która najwyraźniej też chciała wsiąść dyplom. Skierowałam swoje spojrzenie ku właścicielowi ów ręki, gdy nagle zobaczyłam....