Hanae...
1. Co działo się rok temu...?cz.6
Kuroko
Wstałem rano
około 6… nie byłem całkowicie pewny czemu tak wcześnie, ale nie miałem siły,
ani ochoty odpowiadać na swoje własne bezsensowne pytanie. Nie budząc nikogo w
domu zrobiłem śniadanie i bez pośpiechu poszedłem na przystanek metra. Po
drodze wstąpiłem oddać książkę do biblioteki. Byłem w szkole dość wcześnie <przed
8:00>. Siedziałem tak aż klasa się nie zapełniła. Był to mój pierwszy rok w
gimnazjum przyznaje że byłem trochę podekscytowany (pewnie dlatego że miałem
inne miejsce niż zazwyczaj, koło okna)…
Jednak nieznacznie przeżyłem to już kilka razy(w szkole podstawowej) tylko na innych miejscach (głównie pod ścianą)… rok upłynie szybko na nauce i przerwach …
Wmawiając to sobie wracałem myślami do przyjaciela (Shigehiro Ogiwary)było mi trochę żal samego siebie…
Jednak nieznacznie przeżyłem to już kilka razy(w szkole podstawowej) tylko na innych miejscach (głównie pod ścianą)… rok upłynie szybko na nauce i przerwach …
Wmawiając to sobie wracałem myślami do przyjaciela (Shigehiro Ogiwary)było mi trochę żal samego siebie…
Nasze drogi
się rozeszły- szepnąłem sam do siebie...
Po cichu
liczyłem na to że poznam kogoś takiego ponownie w gimnazjum żeby nie
przesiedzieć samotnie całego roku. Westchnąłem i wpatrywałem się w nietypowe
widoki… niebo było bardziej błękitne niż zazwyczaj białe jakby z puchu chmury
gromadziły w sobie najróżniejsze wzory… Mój wzrok powoli opadał na kwitnącą
wiśnię, mimo że zaczynała kwitnąć była niezwykle piękna. W ten sposób
przesiedziałem czas do wyjścia na apel. Po apelu poszedłem czym prędzej po
mundurek a następnie poszedłem sprawdzić czy już są wystawione listy z zapisami
do klubów… Ujrzałem zapchany rówieśnikami korytarz, instynkt mi podpowiedział
że właśnie tam są listy z zapisami. Bez problemu przeszedłem przez tłoczny tłum
, wpisałem się na listę chętnych i czekałem z niepokojem na moją kolej.
Przyznaje że byłem trochę zaniepokojony jednak z wielkim podziwem patrzyłem jak
grają moi rówieśnicy… Gdy nagle przyszła kolej na fioletowo włosego chłopaka.
Chłopaka? Lekko przerażony przez dłuższą chwile mu się przyglądałem miał on
około dwóch metrów.
...To bardziej
mutant niż chłopak... - pomyślałem
Grał dobrze
a nawet bardzo dobrze… wydawało mi się jednak że robił to z lekką
niechęcią…. …. . Po dłuższym czasie
nadeszła kolej na mnie. Zawiodłem się, trafiłem do trzeciego składu, było to
dość przytłaczające bo liczyłem na to że
chociaż do drugiego się dostanę.
W końcu to
moja wina… mogłem więcej trenować …. Mogłem ale czemu nie trenowałem…-
pomyślałem.< po czym ciężko westchnąłem…>
W tamtej
chwili moja głowa była zapełniona różnymi czarnymi myślami które kłębiły się we
mnie niczym powietrze. Po drodze na stacje zauważyłem McDonalda i co zrobić…
nie mogłem się oprzeć… w jednej chwili siedziałem sobie zadowolony na krześle pijąc
waniliowego szejka. Siedziałem w środku budynku przy pustym stole wpatrując się za
okno.
Chmurzy się-
pomyślałem… i nie myliłem się, już po niecałych 5 minutach wszystko było mokre…
Gdy nagle zauważyłem dziewczynę nadzwyczaj niską o jasnym odcieniu włosów i
jasnej cerze. Była cała przemoczona… W jednej chwili zniknęła z mojego punktu
widzenia… okazało się że poszła coś zamówić, gdy ją znowu zobaczyłem niosła
szejka. Jednak wszystkie miejsca były zajęte, gdy tak na nią patrzyłem coś mi
zamarło w sercu… po chwili namysłu postanowiłem zaprosić ją do stołu. Podszedłem
do niej i w tym samym momencie ktoś ją popchnął… w porę zareagowałem złapałem
ją.
…. Złapałem
ją …. Zmoczony kaptur spadł jej z głowy a jej niebieskie oczy wpatrywały się we
mnie przerażone… Powoli opuściłem ją na ziemie… tak jakbym się bał że coś jej
się stanie…
…Przerażona
dziewczyna wybiegła z budynku na deszcz i pobiegła w stronę metra <z o dziwo
całym szejkiem>….
Shiroki
Minęły już dwa dni od rozpoczęcia roku szkolnego… a każdy dzień (przynajmniej poranek) stawał
się coraz większą rutyną. Wstaje rano o 6,robię śniadanie i idę na przystanek
metra, po drodze zdarza mi się przejść przez park który prowadzi do biblioteki.
Po czym jadę około 20 minut. Zawsze mam przed zajęciami wystarczająco dużo
czasu by wysiąść przystanek dalej i przejść się przez jeszcze jeden park(
jeżeli można nazwać tak polankę wypełnioną mostkami i kamiennymi chodnikami z
niewielką ilością drzew)
…ale za to
jakich pięknych…pomyślałam wpatrując się w kwitnącą wiśnie która już dawała o
sobie znać różowymi pąkami i słodkim zapachem.
Gdybym tylko
mogła zostać tu jeszcze odrobinę dłużej… stać i patrzeć w to niebieskie niebo i
piękne kwiaty… Jednak moje przemyślenie przerwała jeszcze jedna burzliwa myśl …
gdy patrzyłam na to niebo, iście błękitne i piękne przypomniałam sobie co
zdarzyło się wczoraj.
wczoraj...
Po miło spędzonym dniu zauważyłam że się chmurzy, więc wstąpiłam po drodze do McDonalda po jeszcze jednego szejka... cała mokra od deszczu kupiłam szejka i szukałam jakiegoś osobnego miejsca by usiąść gdy nagle... ktoś mnie popchnął... zamknęłam oczy jakby gotowa na upadek... gdy nagle... ktoś mnie złapał...
Przestraszyłam się… i to bardzo… jednak gdy na
niego spojrzałam, na jego błękitne oczy cały mój strach wyparował… ale
uciekłam… czemu?? ….
Zadałam sobie to pytanie już wczoraj w metrze. Ale
najwidoczniej ani razu nie oczekiwałam na nie odpowiedzi… Po chwili zdałam
sobie sprawę z tego że byłam wtedy na siebie niewytłumaczalnie zła…
Westchnęłam.
Po czym usiadłam na ławce i wyjęłam książkę którą chciałam skończyć czytać już
od dłuższego czasu… Jednak nie mogłam, moje myśli kłębiły się wokół tamtego
wydarzenia jakiś niepewny cichy głos w głowie powtarzał mi „…on był taki miły…”
że nie mogłam się na niczym skupić. Zdezorientowana odruchowo zamknęłam książkę
nie przeczytając ani słowa. Zamknęłam oczy i starałam się wszystko sobie
uporządkować.
-Mętlik-
szepnęłam;
-Mam mętlik
w głowie- powtórzyłam ponownie…
Powinnam chociaż podziękować, kto by wiedział
co by się stało gdybym upadła… Ale zbyt się wstydzę to zbyt krępujące… nie
dałabym rady ponownie spojrzeć w jego
oczy …
Nagle
przypomniałam sobie w jakim celu pierwotnie się tu znalazłam(szłam do szkoły)
eh… jak mogłam zapomnieć. Po 15 minutach byłam już na terenie szkoły, zostało
mi jeszcze 10 minut do rozpoczęcia zajęć. Przypomniałam sobie właśnie o
umówionym wcześniej spotkaniu na bloku sportowym, gdzie też zauważyłam Akatoo. Podczas
gdy się witałyśmy podbiegły do nas Yokinashi i Murasakironohana.
Wszystkie byłyśmy dziś w dobrych humorach (Akatoo-kun przyniosła nam bowiem
szejki i sądzę że to był powód tej narastającej radości). Pijąc waniliowe dobro
zauważyłam że Akatoo trzyma jakieś papiery w ręce… .Powiedziała że chciałaby założyć klub
koszykarski w naszej szkole… i że do tego potrzebne jest jej ośmiu członków… (moje
obawy się sprawdziły… miała na myśli nas…)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz